Od poniedziałku do piątku jesz zgodnie z planem, trenujesz i utrzymujesz deficyt, a mimo to masa ciała nie spada tak, jak oczekujesz. Czasem problem zaczyna się dopiero w weekend.
Bilans energetyczny nie resetuje się w piątek wieczorem. Jeżeli w pięć dni wypracujesz umiarkowany deficyt, a w sobotę i niedzielę pojawią się większe porcje, jedzenie na mieście, przekąski i napoje kaloryczne, dwa luźniejsze dni mogą znacząco zmniejszyć wynik całego tygodnia.
Badania pokazują, że u wielu osób spożycie energii rośnie pod koniec tygodnia, a jednocześnie spada regularność monitorowania diety. Jedzenie poza domem i alkohol dodatkowo ułatwiają dostarczenie kalorii, których często nie kompensujemy później mniejszym posiłkiem.
Nie oznacza to, że redukcja wymaga rezygnacji z restauracji, spotkań czy deseru. W pełnym artykule pokazuję, gdzie najczęściej „ucieka” tygodniowy deficyt i jak zaplanować weekend tak, żeby zachować elastyczność bez poczucia, że od poniedziałku trzeba zaczynać wszystko od nowa.
